
W maju 1961 roku ukazał się apel Petera Benensona opublikowany w londyńskim "The Observer" o uwolnienie sześciu ofiar dyktatur politycznych nazwanych po raz pierwszy "więźniami sumienia". W lipcu najbardziej żarliwi jego sygnatariusze spotkali się w Brukseli i postanowili powołać międzynarodowy ruch w obronie osobistej wolności każdej istoty ludzkiej. Wkrótce potem Peter Beneson zwrócił się do znanej plastyczki, Diany Redhouse, o zaproponowanie znaku dla nowej organizacji.
Stała się nim okolona drutem kolczastym świeca, a inspiracją do dokonania takiego właśnie wyboru było stare chińskie przysłowie wielokrotnie spotykane w literaturze angielskiej: lepiej zapal świecę, niż byś miał przeklinać ciemność. W ten sposób znak Amnesty International, jej znane dzisiaj na całym świecie logo, stał się symbolem nadziei dla tych wszystkich, którzy bezprawnie znaleźli się za kolczastym drutem - których pozbawiono tej podstawowej wartości przydanej istocie ludzkiej, jaką jest wolność.
Amnestyjna świeca zapłonęła po raz pierwszy 10 grudnia 1961, w Dniu Praw Człowieka, w St Martin-in-the-Field, anglikańskiej świątynii przy Trafalgar Square - w samym centrum Londynu, znanej z głoszonego przesłania o wolności Człowieka.
Świeca zaprojektowana przez Dianę Redhouse miała nieco inny kształt niż ten, który jest dzisiaj logo AI: była dłuższa i miała inny zarys płomienia. Była kilkakrotnie modyfikowana, a ostateczny kształt nadał jej w latach 70. George Kasabov.
Znane są słowa Petera Benensona wypowiedziane przy jednej z tych rzadkich okazji, kiedy amnestyjna świeca zapłonęła: "Ta świeca nie płonie dla nas, a dla tych wszyst- kich, których nie zdołaliśmy oswobodzić z więzień, których zabito ..., których torturowano, których porwano, którzy "zaginęli". Ta świeca płonie dla nich właśnie..."
Zerwać drut okalający świecę, uwolnić niewinnych ludzi więzionych za to tylko, iż ośmielili się korzystać ze swoich niezbywalnych praw do wolnego słowa i wolności sumienia... - to jest właśnie samo jądro przesłania, jakie niesie Amnesty International.