Chłodne powitanie w Bułgarii – Amnesty International

Chłodne powitanie w Bułgarii

Ponad tydzień temu dotarliśmy do wschodniej granicy Unii Europejskiej, Bułgarii. Od sierpnia docierają do nas niepokojące wiadomości i prośby o pomoc od uchodźców, migrantów i osób starających się o status uchodźcy próbujących przedostać się przez granicę.

Na chwilę obecną w 2013 roku ponad 10 000 osób dotarło do Bułgarii, co stanowi dramatyczny wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Autorzy: Barbora Černušákova, badaczka AI oraz Giorgos Kosmopoulos, koordynator kampanii, którzy obecnie przebywają na misji w Bułgarii

Harmanli Fot. UNHCR

Najpierw jedziemy do Busmantsi, przeludnionego ośrodka detencyjnego na obrzeżach Sofii. Przetrzymuje się tam, często niepotrzebnie, setki mężczyzn, kobiet i dzieci, a nawet nieletnich bez opieki. Następnie udajemy się do Elhovo, miasta na granicy Bułgarii z Turcją.

Choć miasteczko jest małe, znajdują się w nim dwie izby zatrzymań. W areszcie prowadzonym przez straż graniczną w Elvoho spotykamy setki uchodźców, którzy właśnie przekroczyli granicę – tak przywitała ich Unia Europejska. Kilkadziesiąt rodzin z dziećmi trafiło do prowizorycznego ośrodka dla uchodźców o wielkości boiska do koszykówki. Muszą spać pod gołym niebem, w kiepskich warunkach, bez artykułów pierwszej potrzeby.

– Ludzie walczą tutaj nawet o brudny koc – mówi M., Irańczyk. – Nie wiem, co z nami będzie.

Inny mieszkaniec ośrodka, Mamdoa, był na drugim roku studiów, gdy wybuchła wojna w Syrii. Musiał w końcu opuścić kraj. Przedostał się do Turcji, a następnie do Bułgarii, gdzie ubiegał się o status uchodźcy w Elhovo. Kilka dni później, gdy spotykamy Mamdoę po raz kolejny, jest już w obozie dla uchodźców w Harmanli. Oficjalnie jest to centrum pomocy uchodźcom, a tak naprawdę dawny kompleks budynków wojskowych. Ciężka, strzeżona brama ze stali z wizerunkiem lwa kryje za sobą rzędy czerwonych i białych kontenerów. W każdym z nich mieszkają po dwie rodziny. Gdy wchodzimy głębiej do obozu czujemy w powietrzu zapach dymu i, ku naszemu zdziwieniu, dostrzegamy zielone, wojskowe namioty, a w nich mężczyzn, kobiety, rodziny z dziećmi, nawet w wieku niemowlęcym. Dowiadujemy się, że, aby się ogrzać i gotować, ludzie muszą tu palić drewno z rosnących w pobliżu drzew. Wielu z nich może sobie pozwolić jedynie na kupno ziemniaków, chleba i cukru.

W jednym z namiotów poznajemy Malalai, młodą Afgankę. Z wykształcenia jest lingwistką, dobrze i pewnie mówi po angielsku. Obok niej siedzi jej ojciec, który przez 25 lat pracował nad tym, by Afganistan stał się bezpieczniejszym państwem. Zajmował się odminowywaniem pól minowych dopóki Talibowie nie zaczęli mu grozić, próbując wymusić na nim współpracę. Jeden z talibskich bojowników chciał również nakłonić Malalai do małżeństwa. Malalai i jej ojciec odmówili. Grożono im śmiercią, musieli kilkakrotnie się przeprowadzać. W końcu uciekli z Afganistanu.

– Praca na rzecz kraju napawała nas dumą – mówi Malalai, dla której nieskuteczny system azylowy okazał się pułapką. – Czym są prawa człowieka? Uczono mnie, że oznaczają szacunek, ale tutaj dochodzę do wniosku, że wszystko jest kłamstwem… Nikt nie chce nas wysłuchać, nikt nie chce nas zrozumieć, nikt nie ma wobec nas empatii.

Jesteśmy świadkami tego, przez co muszą przejść ludzie w Harmanli. Warunki sanitarne są przerażające. Obóz ma tylko osiem kabin prysznicowych, a mieszka w nim tysiąc osób. Mieszkańcy cierpią z braku pieniędzy, muszą zapłacić za jedzenie i zaopatrzenie, a zbliżająca się zima napawa ich lękiem.

Harmanli to największy z pięciu obozów przyjmujących uchodźców w Bułgarii. Rząd pośpiesznie przywrócił niektóre z nich do użytku po tym, jak przez lata stały puste i zaniedbane.

Wczoraj rano spotkaliśmy się z wiceministrem spraw wewnętrznych Plamenem Angelo. Przyznał on, że istnieją poważne niedogodności i opisał starania rządu jako walkę z czasem. Niezależnie od tego, czy władze są nieprzygotowane do pomocy, czy też do niej niechętne, zbyt długo już ignorują fakty. Politycy, również ministrowie, dorzucili swoje trzy grosze do ksenofobicznego dyskursu w Bułgarii.

Tylko w zeszłym tygodniu trzy osoby uważane za migrantów zaatakowali skrajnie prawicowi ekstremiści. Jedna z ofiar zapadła w śpiączkę.

Dzwonimy do poznanego kilka dni temu uchodźcy, by poinformować go, gdzie znajdują się jego przyjaciele i zapewnić, że są bezpieczni. Wiadomość go cieszy. – Wszystko w porządku – mówi. – Wszystko w porządku.

Czy aby na pewno?

Tłum. Aleksandra Kozyra

Weź udział w PILNEJ AKCJI, pomóż migrantom i uchodźcom w Bułgarii >>>

Śledźcie na bieżąco informacje o naszej Kampanii SOS Europo:

Podoba Ci się to co robimy? Nasze działania są możliwe dzięki regularnym darowiznom od osób prywatnych. Włącz się! Możesz zmienić lub uratować ludzkie życie!
Pomagaj prowadzić działania edukacyjne
Pomagaj wpływać na zmianę prawa
Pomagaj wysyłać badaczy do stref kryzysu

Działaj teraz!

Nie dla represji wobec osób niosących pomoc

Powiązane tematy

Powiązany temat

Informacja o próbach kontaktu z przedstawicielami Straży Granicznej i MSWiA

Powiązany temat

“Witamy w Guantanamo”. Okrutne traktowanie na granicy polsko-białoruskiej i w ośrodkach dla cudzoziemców

5441