Fundraiserka? Przepraszam, kto? – Amnesty International

Fundraiserka? Przepraszam, kto?

Codziennie w Krakowie, Warszawie i Trójmieście podchodzimy do przechodniów i zapraszamy ich do rozmowy. Każdą osobę, która popiera działania Stowarzyszenia prosimy o dołączenie do Amnesty i wsparcie finansowe. Dzięki pracy street fundraiserów, a przede wszystkim wsparciu pojedynczych osób, mamy środki do działania niezależnie od rządów i grup nacisku.

Poniżej prezentujemy wywiad z Adą*, naszą street fundraiserką i koordynatorką projektu w Trójmieście.

Co to jest street fundraising? Czy możesz krótko scharakteryzować tę pracę?

Street fundraiserzy zajmują się pozyskiwaniem darczyńców, a w przypadku Amnesty International również członków i członkiń Stowarzyszenia. Amnesty nie przyjmuje funduszy (za wyjątkiem projektów edukacyjnych) od rządów, partii, czy korporacji, co daje nam niezależność finansową i umożliwia różne działania. Dla większości osób, które rozmawiają z fundraiserem/fundraiserką na ulicy jest to pierwsza i często jedyna osoba z danej organizacji, z którą mają kontakt. To, o czym i w jaki sposób mówi fundraiser, jaka jest jego postawa, ton głosu, czy nawet wygląd, wpływa na postrzeganie całej organizacji. Dlatego jest to ogromnie odpowiedzialne i ważne stanowisko. Bezpośrednia rozmowa z człowiekiem daje nam szansę pokazania, że są w tej organizacji odpowiedni ludzie i energia, czyli wszystko, czego potrzeba do zmieniania świata.

Czym dla Ciebie jest street fundraising?

Dla mnie fundraising to rozwój. To rozwój organizacji, na którą zbiera się fundusze, ale to również rozwój samych fundraiserów, ich umiejętności, zmiana podejścia do ludzi, ogromnie rosnąca samoświadomość. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że o ludziach nauczyłam się dużo więcej będąc fundraiserką, niż na wszystkich zajęciach razem wziętych, a studiuję na piątym roku neurobiopsychologii. Jeżeli czyjąś wewnętrzną motywacją jest poznanie człowieka, to nie ma na to lepszego miejsca niż street fundraising.

Czemu zdecydowałaś się pracować jako street fundraiserka?

Działania w fundraisingu rozpoczęłam 4 lata temu, przed rozpoczęciem drugiego roku studiów. Nie wiedząc zbyt wiele o charakterystyce pracy wysłałam swoje zgłoszenie na stanowisko fundraiserki w Greenpeace, bo ochrona środowiska od zawsze była dla mnie ważna. Pamiętam moment, kiedy zadzwoniła do mnie koordynatorka z zaproszeniem na rozmowę rekrutacyjną. Odpowiedziałam jej wtedy, że znalazłam już pracę i dziękuję za propozycję, następnego dnia miałam zacząć szkolenie w firmie zajmującej się telefoniczną obsługą klienta. Zakończyłam rozmowę. Przez dłuższą chwilę stałam patrząc na telefon, oddzwoniłam i powiedziałam, że zmieniłam zdanie i chętnie przyjdę na spotkanie. Koordynatorka zapytała mnie o powód tej nagłej zmiany i nie zastanawiając się po prostu odpowiedziałam „To przecież Greenpeace”.
Przez ponad rok działałam w Greenpeace, później jako bardzo kontaktowa osoba szukałam dalej pracy z możliwością poznawania ludzi. Przez kolejny rok działałam w promowaniu szkoły artystycznej, w której udzielałam się przez wiele lat. Nadal przekonywałam ludzi do dołączania do grupy, która wyznawała podobne do mnie wartości, łączyły nas wspólne pasje. Kiedy Amnesty International wróciło na ulice Gdańska dołączyłam ponownie do wspierania NGOsów. Przez ponad pół roku byłam liderką zespołu, od stycznia tego roku zajmuję stanowisko koordynatorki w Trójmieście.

Fundraiserzy i fundraiserki z Warszawy.
Fundraiserzy i fundraiserki z Warszawy

Jakie miałaś wyobrażenia o tej pracy i jak oceniasz ją obecnie, czyli z punktu widzenia koordynatorki programu w Trójmieście?

Wiedziałam tylko, że dołączę do ważnej sprawy. Na tym stanowisku dowiadujemy się wiele o sobie samych, o granicach własnego komfortu, o poziomie naszej wytrwałości i o naszym stosunku do ludzi. Przez lata ludzie trafiający do tej pracy mnie zaskakiwali i robią to dalej. Są pewne przesłanki, które świadczą o tym, że ktoś ma szansę zostać skutecznym fundraiserem, jednak nie da się tego sprawdzić inaczej, niż na ulicy. To tam sprawdzamy poziom naszej tolerancji dla innych poglądów, nasz dystans do siebie i przede wszystkim to, czy naprawdę i trwale wierzymy w swoje możliwości.

Co w pracy street fundraiserki najbardziej Ci się podobało?

Ludzie, ludzie, ludzie… To element, bez którego praca nie ma dla mnie sensu. To wieczne odkrywanie, zawody, nadzieje i niespodzianki. Element najpiękniejszy i najtrudniejszy zarazem. Poznałam w tej pracy setki wspaniałych osób. Z niektórymi z nich mam kontakt do dzisiaj. Niektóre znajomości zawarte na ulicy przerodziły się w przyjaźń, a nawet w jednym przypadku w związek. Wielokrotnie gdy w moim życiu zdarzały się cięższe chwile to właśnie darczyńcy poprawiali mi humor, dawali mi energię do dalszego działania. Świadomość, że wśród tych wszystkich ludzi maszerujących po chodnikach są perełki – podróżnicy, artyści, naukowcy i że ja w tym momencie mogę z każdym z nich porozmawiać, czyniła ze mnie odkrywcę – odkrywcę ludzi.

Jakie są, według Ciebie, największe wyzwania w pracy fundrasera/ki?

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej padło pytanie o to, z czym naszym (kandydatów) zdaniem będziemy mieli największy problem. Odpowiedzi pozostałych kandydatów były podobne – podejście do obcej osoby, swobodna rozmowa, przedstawienie kampanii. Ja z pełną świadomością odpowiedziałam, że jedynym problemem będzie pogoda, bo rzeczywiście nic innego mnie nie przerażało. Po pierwszych tygodniach odkryłam problem znacznie większy, nie mogłam znaleźć odpowiedzi na pytanie „Co z tymi ludźmi jest nie tak?”. Nie mogłam uwierzyć, że wartości większości ludzi są tak odmienne od moich, że tak mało osób myśli przyszłościowo, że tak niewielka część społeczeństwa wierzy, że da się coś zmienić. Po latach pracy związanej z fundraisingiem dalej uważam to za element, który jest dla mnie osobiście najcięższy, ale który też najbardziej wskazuje na to, że fundraiserzy są potrzebni, bo robiądużo więcej niż tylko zbieranie funduszy. Pokazują, że organizacje pozarządowe robią rzeczy uznane przez większość ludzi za niewykonalne. A satysfakcja, którą odczuwa się po „wpisaniu” osoby, która uwierzyła, że może być ważną częścią wielkiej zmiany jest przeogromna i niesie za sobą wielkie pokłady energii do dalszej pracy i generalnie życia.

kolor
Kolor niech żyje!

Jakie stereotypy łączą się z tą pracą? Czy łatwo się od nich uwolnić?

Jest ich niestety całe mnóstwo. Większość dłużej pracujących fundraiserów usłyszało kiedyś na ulicy „co ty tu robisz, znajdź porządną pracę!”, albo „przestańcie wreszcie żebrać!”. Są to zdania wypowiadane przez osoby, które kompletnie nie rozumieją czym jest fundraising i że jest podstawą działania tych organizacji, które mogą najwięcej zmienić, które mają możliwość angażowania się w najcięższe światowe problemy i dyskusje.

Jakie kompetencje powinni posiadać kandydaci do tej pracy?

Większości umiejętności, które musi posiadać dobry fundraiser można się nauczyć. Jest jednak kilka rzeczy, bez których ta praca może stać się wyjątkowo ciężka. Najważniejsza jest wewnętrzna motywacja. Jeżeli wiem, że dana osoba widzi w tej pracy możliwość zdobycia umiejętności,  które pomogą jej w realizacji jej dalszych życiowych planów, to wiem, że jest to osoba, w którą warto inwestować. Nastawienie na ideę  jest również ważne, chociaż znam sporo fundraiserów, którzy poznali organizację i jej cele dopiero przekazując je potencjalnym darczyńcom.

Czym, według Ciebie, street fundraising różni się od sprzedaży?

Fundraising można nazwać „sprzedażą idei”. Co odróżnia większość profesjonalnych fundraiserów od profesjonalnych sprzedawców to „ludzkie” podejście. Dla fundraisera darczyńca jest człowiekiem, który decyduje się z własnej woli zrobić coś niesamowitego, zostać, jak to nazywamy, „aktywistą w kapciach”. To dużo więcej dla niego samego i jak dla świata niż kupienie nowych garnków czy butów.

Gdybyś miała zachęcić osoby szukające pracy, żeby wybrały street fundraising,  to co byś im powiedziała? Czego można nauczyć się w takiej pracy?

Bycie fundraiserem to proces. Często bardzo wymagający, często niełatwy. Natomiast każdy, kto w proces ten się zaangażuje, wychodzi z tej pracy dużo silniejszy, posiada stabilne poczucie własnej wartości, poczucie, że poradzi sobie w każdej społecznej sytuacji. Zdobywa umiejętności takie jak: asertywność, przekazywanie wiedzy, inspirowanie, logiczna argumentacja, skuteczne słuchanie, szacunek do poglądów innych, obiektywizowania, dystansu do siebie i innych. Dobry fundraiser to osoba tolerancyjna, uprzejma, uśmiechnięta, a przy tym pewna siebie i skuteczna. Kto z nas nie chciałby wstawać codziennie rano ze świadomością, że ma pracę, która prowadzi do takich rezultatów? 😉

* Ada Siewaszewicz- Studentka V-go roku Neurobiopsychologii, związana z fundraisingiem od 4 lat. Interesuje się rozwojem osobistym, skuteczną komunikacją, nowoczesnymi technikami w psychologii, muzykoterapią, a jej ogromną pasją jest taniec. Swoją drogę życiową wiąże z pomocą innym w odnajdywaniu i rozwijaniu swojej świadomości i potencjału.

Chcesz dołączyć do zespołu? Aplikuj!

Podoba Ci się to co robimy? Nasze działania są możliwe dzięki regularnym darowiznom od osób prywatnych. Włącz się! Możesz zmienić lub uratować ludzkie życie!
Pomagaj prowadzić działania edukacyjne
Pomagaj wpływać na zmianę prawa
Pomagaj wysyłać badaczy do stref kryzysu

Pomóż teraz!

Kwota może składać się jedynie z cyfr. Wartość musi być dodatnia
5361