Pióro Nadziei 2013: Rabin odbudowuje palestyński dom – Amnesty International

Pióro Nadziei 2013: Rabin odbudowuje palestyński dom

Prawdziwe wsparcie dla Izraela polega na mówieniu o tym, że to, co robi ten kraj, nie jest dobre – mówi RABIN ARIK W. ASCHERMAN, współzałożyciel i dyrektor organizacji Rabini na rzecz Praw Człowieka. Rozmowę na wzgórzu Anata koło Jerozolimy w Strefie C na Zachodnim Brzegu przeprowadziła Aneta Jerska.

Co robi rabin na Zachodnim Brzegu?

– Buduje palestyński dom… (śmiech). Salim i Arabija, których dom został zburzony, oraz ICAHD (Izraelski Komitet przeciwko Wybu­rzeniom Domów) stanowią dużą część mo­jego życia. Byłem tutaj w styczniu tego roku, kiedy dom został zburzony po raz kolejny. Jego odbudowa to polityczny akt walki z okupacją.

997304

Rabini na rzecz Praw Człowieka to organizacja humanitarna czy polityczna?

– Jesteśmy organizacją humanitarną, choć w politycznym akcie oporu przeciw okupa­cji włączamy się w odbudowę zburzonych palestyńskich domów. Nasza organizacja została założona w 1988 r., w czasie pierw­szej intifady. Wielu rabinów czuło wtedy, że jest to nasz rabinacki, żydowski obowiązek, aby zacząć działać na rzecz praw człowieka w Palestynie. Chcieliśmy uświadomić społeczeństwo izraelskie. Dołączyło do nas wielu innych rabinów – żydowskich ortodok­sów, reformistów, konserwatystów. Jesteśmy jedyną organizacją religijną skupiającą się na prawach człowieka, w której rabini repre­zentujący różne nurty judaizmu współpra­cują ze sobą.

Na czym polega wasza działalność?

– Jednym z naszych celów jest edukacja – pro­wadzimy w armii izraelskiej zajęcia na temat praw człowieka, rozmawiamy ze studenta­mi, poruszamy kwestie społeczne dotyczące sprawiedliwości ekonomicznej, bezrobocia, dostępu do służby zdrowia wewnątrz Izra­ela, ale działamy również w sprawie 45 tzw. nieuznanych palestyńskich wiosek na pusty­ni Negew, których nie znajdziesz na żadnej izraelskiej mapie. Te wioski nie mają dostę­pu do elektryczności, kanalizacji czy wywo­zu śmieci. Działamy również na Terytoriach Okupowanych, skupiając się na sytuacji Beduinów, sprzeciwiamy się wyburzaniu palestyńskich domów, zabiegamy o prawo dostę­pu Palestyńczyków do ziem uprawnych. Jako wolontariusze ochraniamy palestyńskich rol­ników przed atakami osadników. Mamy też zespół prawników prowadzących różne spra­wy sądowe dotyczące zwrotu ziemi zagarnię­tej palestyńskim właścicielom. Obecnie sku­piamy się na wiosce Susja, której grozi wy­burzenie, więc nasi prawnicy reprezentują jej mieszkańców w sądzie.

Czy macie również kontakt z osadnikami izra­elskimi? W jaki sposób oni postrzegają waszą działalność?

– Tak, staramy się z nimi rozmawiać, także z ich rabinami. Gdybyśmy mówili tylko o sprawiedliwości ekonomicznej czy pracow­nikach zagranicznych, prawdopodobnie byli­byśmy w stanie dojść do porozumienia. Nie­którzy bardziej liberalni osadnicy zgadzają się w kwestii praw człowieka w odniesieniu do Palestyńczyków jako do osób indywidualnych, rozmowa kończy się jednak, kiedy zaczynamy poruszać temat praw człowieka w kontekście praw zbiorowych – jak prawo narodu. Zawsze mnie zaskakuje, jak dobrze znają naszą działalność i jak bardzo nas nie lubią. Niestety, w Izraelu panuje symbioza pomiędzy judaizmem a skrajnym nacjonali­zmem, staramy się to zmienić, co jest im bar­dzo nie na rękę.

Opowiadacie się za jakimś konkretnym rozwią­zaniem politycznym?

– Nie jesteśmy organizacją polityczną, nie zaj­mujemy żadnego stanowiska w kwestii gra­nic, rozwiązania jednoczy dwupaństwowego. To po prostu nie jest nasz temat.

Działasz od wielu lat. Czy widzisz jakąś realną zmianę w społeczeństwie izraelskim? Jest szan­sa, aby w wyniku wewnętrznej presji społecznej doszło do zmiany polityki izraelskiej wobec Pale­styńczyków?

– Obecnie wśród izraelskich obrońców praw człowieka toczy się duża debata na ten temat, wielu z nich nie wierzy już w żadną zmianę społeczną i dlatego są przekonani, że musimy liczyć na wsparcie społeczno­ści międzynarodowej. Uważam, że świat ze­wnętrzny ma do odegrania bardzo dużą rolę, ale nie wydaje mi się, aby było to wystarcza­jące. Czy zmiana jest możliwa od wewnątrz? Wierzę, że Izraelczycy i Palestyńczycy mogą żyć razem tutaj. Rok temu byliśmy zaangażo­wani w protesty społeczne, które wybuchły w Izraelu – choć były one kompletnie ode­rwane od tzw. kwestii palestyńskiej. W Jerozolimie do miasteczka namiotowego przyłą­czyła się grupa osób wywodzących się z bar­dzo prawicowego środowiska – protesto­wali przeciwko rządowej polityce mieszka­niowej. Niektórzy z nich, kiedy w styczniu w ciągu jednej nocy władze izraelskie wy­burzyły palestyński dom Beit Arabija oraz sześć domów Beduinów na wzgórzu Anata, przyjechali z nami i pomagali przy odbudo­wie. To przykład na to, że opresja, której do­świadczamy, jest w stanie wpłynąć na zmianę naszych przekonań, gdy zobaczymy ją sami na własne oczy. Dowiedzieli się o wyburze­niach domów, poznali Beduinów. Więc tak, uważam, że zmiana jest możliwa również w samym Izraelu.

Według wielu osób narzędziem, które może wpłynąć na zmianę polityki Izraela, jest kam­pania bds (Bojkotu, Wycofania Inwestycji oraz Sankcji). Czy twoja organizacja popiera bojkot Izraela?

– Jako organizacja nie zajmujemy się tym, nie popieramy BDS. Jako osoba prywatna jestem skłonny poprzeć akcje prowadzące do wyco­fania inwestycji z firm i korporacji odpowie­dzialnych np. za budowanie osiedli izrael­skich. Te pieniądze mogłyby zostać przezna­czone na przykład na zbudowanie czegoś we­wnątrz Izraela. Jako student college’u byłem zaangażowany w popieranie walki z apar­theidem w RPA, a jak wiemy, to właśnie wy­cofanie inwestycji z firm południowoafrykań­skich w dużej mierze doprowadziło do upad­ku apartheidu. Angażowałem się też w kampanię przeciwko wojnie i sankcjom w Iraku, dlatego że sankcje odbijają się na zwykłych ludziach i nie zawsze przekładają się na zmia­nę polityki. Nie można zakładać, że sankcje będą miały takie samo zastosowanie w każ­dym kraju. Wiele osób uważa, że na sku­teczność sankcji w RPA duży wpływ miały też kwestie psychologiczne – Republika Po­łudniowej Afryki bardzo chciała stać się czę­ścią społeczności międzynarodowej i więk­szość kampanii przeciwko apartheidowi do­tyczyła bojkotu wydarzeń sportowych. Ale w Izraelu bojkot może zostać wykorzystany w sposób propagandowy – jako kolejny przy­kład na to, że świat nas nie lubi. Według mnie jedynym sposobem byłoby wycofanie inwe­stycji z firm czerpiących zyski z okupacji.

Co jeszcze może zrobić społeczność międzynaro­dowa, aby działać na rzecz sprawiedliwego po­koju w Izraelu/Palestynie?

– Obecnie mamy do czynienia z paradok­sem. Nie chcemy oczywiście, żeby ludzie byli przeciwko Izraelowi. Ale co mamy na myśli, kiedy mówimy o działaniach proizraelskich? Wiele krajów wspiera Izrael nie­zależnie od wszystkiego – wedle logiki, że co­kolwiek Izrael chce zrobić, musimy to wspierać. Nie pozwalamy swoim przyjaciołom prowadzić pod wpływem alkoholu – podobnie powinno być z Izraelem. Prawdziwe wspar­cie polega na mówieniu o tym, że to, co robi ten kraj, nie jest dobre. A zatem tym, czego potrzebujemy w tej chwili, jest mówienie na przykład o wyburzeniach palestyńskich domów. Świat i społeczność międzynarodo­wa powinny powiedzieć „stop”.

Oryginalnie tekst ukazał się w “Przekroju”,  3 września 2012 r.

Powyższy tekst został nominowany do nagrody dziennikarskiej Amnesty International Pióro Nadziei 2013, na najlepszy tekst prasowy o prawach człowieka.

Podoba Ci się to co robimy? Nasze działania są możliwe dzięki regularnym darowiznom od osób prywatnych. Włącz się! Możesz zmienić lub uratować ludzkie życie!
Pomagaj prowadzić działania edukacyjne
Pomagaj wpływać na zmianę prawa
Pomagaj wysyłać badaczy do stref kryzysu

Działaj teraz!

Oddaj głos na Polskę i Europę oparte na szacunku i równości!

Powiązane tematy

Powiązany temat

Iran: Społeczność międzynarodowa musi pilnie podjąć odpowiednie kroki w obliczu brutalnego tłumienia demonstracji po śmierci Mahsy Amini

Powiązany temat

Iran/Turcja: Uciekający z Afganistanu uchodźcy ostrzeliwani i bezprawnie zawracani na granicach

Powiązany temat

Covid-19: Ograniczenia pandemiczne zwiększyły dyskryminację najbardziej zmarginalizowanych grup

5451