Spokojne stanie na ulicy to nie zbrodnia – Amnesty International

Spokojne stanie na ulicy to nie zbrodnia

Najnowsze wiadomości ze Stambułu od Andrew Gardnera, badacza Amnesty International w Turcji.

Stojący protest w Stambule na Placu Taksim, 18 czerwca 2013.

Stambuł, 20 czerwca.

W poniedziałek wieczorem jedna osoba przyszła na plac Taksim, aby, stojąc spokojnie na placu, wyrazić symboliczny, milczący protest przeciwko przemocy, do której doszło w tamtym miejscu w ostatnim czasie. Jeszcze tego samego wieczora wielu ludzi podążyło za tym przykładem i zrobili to samo.

W tej chwili kilka osób tańczy do muzyki, którą słyszą tylko one w słuchawkach założonych na uszy. Inni chwytają się za dłonie w tradycyjnym tureckim tańcu. Po doświadczeniu ogromnej agresji w ciągu ostatnich kilku tygodniu, ich postawa wyraża bierny, ale bardzo skuteczny i kreatywny protest.

Policja zatrzymała szesnaście osób, ale wypuściła je po kilku godzinach. Spokojne stanie na ulicy to nie zbrodnia w rozumieniu jakiegokolwiek kodeksu karnego. Pokazuje to tylko jak bardzo nieuzasadnione były te zatrzymania, i że miały one na celu jedynie zastraszenie ludzi.

Znikające wpisy na Facebooku i Twitterze

Media społecznościowe były ważnym źródłem informacji, zwłaszcza w sytuacji kiedy środki masowego przekazu boją się rządu i cenzurują swoje programy i artykuły. W zeszłą sobotę premier Erdoğan zapowiedział, że użytkownicy mediów społecznościowych będą poddani dochodzeniu. Ludzie spanikowali i próbują usunąć swoje wpisy na Twitterze i Facebooku. Premier wspomniał też o nowej ustawie dotyczącej mediów społecznościowych – nie znamy jeszcze szczegółów, ale wydaje się jasne, że jest to zagrożenie dla wolności słowa.

Pierwsze spotkanie z gazem łzawiącym

Przyjechałem do Stambułu 5 czerwca. Wszyscy byli jeszcze w szoku po pierwszych przejawach przemocy. Ja pierwszy raz doświadczyłem gazu łzawiącego we wtorek 11 czerwca. Pokojowe protesty trwały nadal na Placu Taksim, panowała atmosfera podobna do festiwalowej, kiedy wkroczyły oddziały prewencji z tarczami i armatkami wodnymi.

Nagle wystrzelono w naszym kierunku sześć lub siedem naboi z gazem łzawiącym. Nie miałem maski przeciwgazowej. Gazu nie czuje się od razu, widzi się tylko biały dym. Kilka sekund później oczy zaczynają łzawić a skóra pali, zaczynają się mdłości i trzeba uciekać. Ludzie wokół mnie panikowali, biegali, a ja nie widziałem wyraźnie. Gaz działa na sporym terenie, więc jest się pod jego wpływem przez dosyć długi czas.

Zaraz po tym zdarzeniu mieliśmy spotkanie z gubernatorem Stambułu, Hüseyinem Avni Mutlu, więc mogliśmy bezpośrednio wskazać mu przykłady nieuzasadnionego stosowania przemocy. Otrzymaliśmy oficjalne zapewnienie, że policja nie będzie interweniować w parku Gezi. Mimo to, widziałem później chmury gazu łzawiącego unoszące się w parku.

Gaz ma rozpędzać gwałtowne i pełne przemocy zgromadzenia. W Turcji został użyty w dużych ilościach przeciwko protestującym pokojowo, rozpylony również w zamkniętych przestrzeniach takich jak domy czy budynki użyteczności publicznej. Używany w taki sposób, gaz łzawiący stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia. Dowiedziałem się też, że używa się go jako broni, skutkiem czego są poważne obrażenia, a możliwe, że nawet śmierć zaatakowanych osób.

Tureckie stowarzyszenie medyczne udokumentowało przypadki 8 tys. osób rannych w całej Turcji, z czego 59 odniosło poważne obrażenia, a sześć – rany zagrażające ich życiu.

Armatki wodne i granaty hukowe

Zaraz po 20:30 w sobotę 15 czerwca policja zaczęła jeździć swoimi pojazdami po placu Taksim i strzelać pociskami z gazem pieprzowym w niewielkie grupy pokojowo nastawionych protestujących. Stosowali też granaty hukowe (po turecku „bomby dźwiękowe”), które, poprzez ogromne eksplozje dźwięku, zwiększały panikę. Ludzie biegali we wszystkich kierunkach.

Policja jeździła armatkami wodnymi po parku Gezi i atakowała protestujących wodą pod ciśnieniem. Nie wiemy dokładnie co było w tej wodzie, ale ze względu na jej pomarańczowy kolor, podejrzewamy, że był to jakiś typ gazu CS (bojowy środek trujący).

Rozmawiałem z wieloma osobami, które miały poparzenia skóry po oblaniu wodą z armatki. Dlatego kiedy mnie oblali, od razu wziąłem prysznic. Następnego dnia zauważyłem dziwne czerwone przebarwienia na rękach. Być może nie umyłem ich wystarczająco dokładnie.

Masowe wybuchy gniewu

Ci, którzy uciekli z parku Gezi, znaleźli schronienie w pobliskich hotelach. Przed hotelem Divan policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego. Ten ostatni rozpylili tuż przed budynkiem, więc gaz dostał się do hotelowego holu.

Takie działania policji oraz oczyszczenie zarówno placu Taksim jak i parku Gezi z protestujących nasiliło uczucie gniewu w społeczeństwie. Ludzie mieszkali w parku w namiotach, wyrażając przez trzy tygodnie swój protest w pokojowy sposób, a władze obiecały nie interweniować.

Dziesiątki tysięcy ludzi w centrum Stambułu próbowało wrócić na plac Taksim. Widziałem setki demonstrantów wykrzykujących hasła, ale odpieranych ciągle przez gaz łzawiący. Bardzo trudno było się dostać na spotkania i wywiady z mediami w różnych częściach Stambułu. Centrum było bardzo niebezpieczne z powodu gazu łzawiącego oraz ataków na lekarzy, dziennikarzy i prawników. Nikt nie wie do czego to doprowadzi, jak to się rozwinie.

Aresztowania, bicie, kopanie

Do wieczora otrzymaliśmy od stowarzyszenia prawników w Stambule informację o znacznej liczbie zatrzymanych. Dzwonili ludzie i mówili, że nie mogą skontaktować się ze swoimi przyjaciółmi albo że widzieli jak policja kogoś zatrzymuje. Szacuje się, że ponad 800 osób zostało aresztowanych w Stambule od początku protestów, prawie połowę z nich zatrzymano w okresie od zeszłej soboty.

W niedzielę rozpylano jeszcze więcej gazu łzawiącego i strzelano z armatek wodnych, ale było jeszcze gorzej, bo policja starała się aresztować jak najwięcej osób. Policjanci gonili więc uciekających demonstrantów, bili ich, zakuwali w kajdanki i odprowadzali z parku. Protestujący po prostu stali spokojnie i wykrzykiwali hasła. Oprócz tego pomagali im lekarze, którzy zapewniali pomoc medyczną rannym demonstrantom.

Wydaje się, że wiele osób zostało aresztowanych w bardzo krótkim czasie, a następnie uwolnionych bez wcześniejszej możliwości skontaktowania się z adwokatem. Badamy też informacje odnośnie maltretowania, znęcania się, bicia i kopania protestujących przez policję, zabierania ludziom masek przeciwgazowych. W Stambule wciąż aresztuje się ludzi w ich domach, a my staramy się dowiedzieć, jakie są tego podstawy.

By wiedzieć  więcej śledź Andrew Gardnera na Twitterze: @andrewegardner .

Powstrzymaj przemoc! Podejmij działanie! Wyślij list lub wiadomość e-mail do władz Turcji.

Tłumaczyła Małgorzata Południak

Podoba Ci się to co robimy? Nasze działania są możliwe dzięki regularnym darowiznom od osób prywatnych. Włącz się! Możesz zmienić lub uratować ludzkie życie!
Pomagaj prowadzić działania edukacyjne
Pomagaj wpływać na zmianę prawa
Pomagaj wysyłać badaczy do stref kryzysu

Pomóż teraz!

Kwota może składać się jedynie z cyfr. Wartość musi być dodatnia
5472