Uchodźcy w pułapce umowy UE-Turcja

Na greckich wyspach znajduje się 15 tysięcy uchodźców. Żyją w przerażających warunkach, w przeludnionych obozach. W konsekwencji porozumienia UE-Turcja są tam uwięzieni. Pozbawieni nadziei, stają się coraz bardziej sfrustrowani i zdesperowani – pisze Aleksandra Górecka, która podczas aktywistycznego obozu Amnesty International obserwowała sytuację na Lesbos.

Arash za swoje działania na rzecz obrony praw człowieka w Iranie był aresztowany i torturowany. Teraz jest uchodźcą w Grecji i z dwoma innymi osobami prowadzą strajk głodowy sprzeciwiając się nieludzkim warunkom w obozie dla uchodźców i migrantów Moria na wyspie Lesbos. Jego brat uniknął deportacji – w ostatniej chwili został zabrany z łodzi, na której miał dopłynąć do Turcji. Trafił do sektora B Morii, czyli detencji bez możliwości kontaktu z rodziną, z ograniczonym dostępem do pomocy prawnej i medycznej. Po ponad trzech tygodniach brat Arasha wyszedł na wolność, ale strajk jest kontynuowany, bo uwięzionych jest jeszcze dwóch innych mężczyzn. – Wolałabym wrócić do Iranu i zostać stracony niż doświadczać tutaj tego poniżania – powiedział.

Arash Hampay zaraz po wypuszczeniu brata Amira na wolność w 24. dniu strajku głodowego. Arash i dwóch innych uwięzionych wciąż kontynuują swój strajk. Lesbos, lipiec 2017 r.
Arash zaraz po wypuszczeniu brata Amira na wolność w 24. dniu strajku głodowego. Arash i dwóch innych uwięzionych wciąż kontynuują swój strajk. Lesbos, lipiec 2017 r.

Lesbos wyspa bez nadziei

W czerwcu 2017 r. na Lesbos dotarła rekordowa liczba w tym roku: 940 migrantów i uchodźców. Podczas pierwszych dwóch tygodni lipca przypłynęło ponad 400 kolejnych osób. Po trwającym zaledwie chwilę poczuciu bezpieczeństwa i radości, że przetrwali wycieńczającą podróż przez morze, zostają więźniami działającego od roku porozumienia UE-Turcja.

Zaraz po dotarciu na greckie wyspy, uchodźcy muszą dokonać rejestracji i niezwłocznie złożyć wniosek o ochronę międzynarodową. Ale tak czy inaczej, zostają na wyspie, bez możliwości dalszego przemieszczania się. Zgodnie z porozumieniem UE-Turcja, władze uniemożliwiają uchodźcom opuszczenie wyspy, aby moc zawrócić ich do Turcji.

Wiele wniosków o ochronę zostaje odrzuconych wyłącznie na podstawie fałszywego uznania, że Turcja jest bezpieczna dla uchodźców. Zaledwie 2935 uchodźców zostało przesiedlonych z Turcji do krajów UE (w tym także do Norwegii oraz do Szwecji do 19.01.2017). Dla porównania 2,8 mln Syryjczyków wciąż próbuje walczyć o przetrwanie w Turcji, która zupełnie nie jest przygotowana do przyjmowania uchodźców.

Od marca 2016 roku uchodźcy i migranci utknęli na greckich wyspach. W tym momencie znajduje się tam 15 tys. osób. Żyją w przerażających warunkach, w przeludnionych obozach, bez informacji, planu, pozbawieni nadziei. Są sfrustrowani i zdesperowani.

Utknęliśmy razem z uchodźcami     

Jedyną nadzieją dla uchodźców na Lesbos jest wsparcie jakie otrzymują od indywidulanych osób. Lesbos Solidarity to jedna z takich inicjatyw. Ich obóz Pikpa, to otwarte miejsce zorganizowane oddolnie dla rodzin z dziećmi, kobiet w ciąży i osób wymagających ciągłej opieki medycznej, gdzie każdy może choć przez chwile poczuć się prawie jak w domu.

Ranea i Danea, 11-letnie bliźniaczki z Iraku. Siostry, ich rodzice oraz starszy brat są na Lesbos od 16 miesięcy, kiedy weszło w życie porozumienie UE-Turcja. Rodzina przez 14 miesięcy znajdowała się w obozie Moria, potem udało się wszystkich przenieść do obozu Pikpa. Ranea, powiedziała: – Musieliśmy opuścić nasz kraj z powodu ISIS, zabili moją ciocię. W Morii życie było bardzo trudne, były tam zamieszki i pożary. Bardzo lubię ludzi, którzy przychodzą do obozu Pikpa i nam pomagają. Oni o nas myślą.”
Ranea i Danea, 11-letnie bliźniaczki z Iraku, są na Lesbos od 16 miesięcy z rodzicami i starszym bratem. Rodzina przez 14 miesięcy znajdowała się w obozie Moria, potem udało się wszystkich przenieść do obozu Pikpa. Ranea opowiada – Musieliśmy opuścić nasz kraj z powodu ISIS, zabili moją ciocię. W Morii życie było bardzo trudne, były tam zamieszki i pożary. Bardzo lubię ludzi, którzy przychodzą do obozu Pikpa i nam pomagają. Oni o nas myślą.

Ale to nie jest długoterminowe rozwiązanie, jak mówi zdenerwowana Dimitra, pielęgniarka w obozie – Te obozy nie powinny już istnieć. Utknęliśmy tutaj razem z uchodźcami. Nikt się o nich nie troszczy, nikt nie bierze odpowiedzialności za to, co się tutaj dzieje. Ludzie z rozpaczy popełniają samobójstwa. Nikt nawet nie zajmuje się ciałami tych, którzy zmarli w morzu. Europa zapomniała o uchodźcach.

Omar pochodzi z Hiszpanii i na wyspie jest od 2015 r. – Miałem zostać nauczycielem wychowania fizycznego, ale przyjechałem na wyspę ponad dwa lata temu. Nie było tu wtedy żadnych wolontariuszy. Wyciągałem łodzie z wody, organizowałem pierwsze obozy dla ludzi. W tym roku miałem wrócić do Hiszpanii, ale jestem tutaj, bo w każdej chwili to wszystko może się powtórzyć. Czekam w pogotowiu. Jeśli łodzie nie będą masowo przypływać, za dwa miesiące będę w domu.

Moria

Na wyspie znajduje się także obóz Moria, w którym funkcjonuje europejski hotspot – miejsce rejestracji uchodźców. Nieludzkie warunki, brak jedzenia, przeludnienie –uchodźcy mówią o Morii jak o koszmarze.  Jednak to, co dotyka ich najbardziej, to brak nadziei. Nie wiedzą, jaki będzie ich los. Jak długo będą musieli czekać na rejestrację, złożenie wniosku, potem na wywiad, w końcu na decyzje. W niektórych przypadkach trwa to już prawie rok. Do uchodźców, którzy czekają od miesięcy, dołączają nowi. Prawie każdego dnia przypływają łodzie. Problem w tym, że nikt z uchodźców wyspy nie opuszcza. – Ta wyspa to więzienie. Jestem tu od ośmiu miesięcy. Dotarłem na wyspę w listopadzie, zimą, w czasie śnieżyc i wyjątkowo niskich temperatur. Dostałem schronienie w namiocie, w którym się nawet nie mieściłem. Na moich oczach ludzie umierali z zimna. Już zupełnie straciłem nadzieję na swoją przyszłość – mówi 31-letni Omar.

Slider

 

Z braku nadziei, narastają napięcia. Kolejny protest w obozie Moria odbył się 18 lipca. Początkowo pokojowa blokada wejścia do biura EASO (Europejski Urząd Wsparcia w dziedzinie Azylu), rozwinęła się w starcia między protestującymi a policją. Wiele osób zostało rannych, wiele uciekło z Morii, kilkadziesiąt osób zostało aresztowanych. Przypadki użycia siły przez policję są badane przez Amnesty International.

Sytuacja uchodźców na wyspie Lesbos jest skrajna. Napięcia w Morii to wynik działania UE i to europejskie rządy muszą ją rozwiązać. Najgorsze jednak jest to, że UE nie słysząc głosów uchodźców z Lesbos, utrzymuje mit zażegnanego kryzysu.

Aleksandra Górecka, koordynatorka kampanii Amnesty International Polska
Tekst i fotografie powstały podczas obozu aktywistycznego na Wyspie Lesbos.
Zdjęcie w nagłówku: Estelle Borel /Amnesty International
Podoba Ci się to co robimy? Nasze działania są możliwe dzięki regularnym darowiznom od osób prywatnych. Włącz się! Możesz zmienić lub uratować ludzkie życie!
Pomagaj prowadzić działania edukacyjne
20 zł miesięcznie
Pomagaj organizować akcje i kampanie
30 zł miesięcznie
Pomagaj wysyłać badaczy do stref kryzysu
50 zł miesięcznie

Działaj teraz!

Otwórzmy port dla uratowanych uchodźców!

Powiązane tematy

Powiązany temat

Bohaterowie czy przemytnicy – kilka faktów o Proactiva Open Arms

13891